Polichromia Józefa Mehoffera

Parafia w Lubieniu, niewielkiej wiosce koło Piotrkowa, powstała w 1919 roku, lecz dopiero rok później postawiono pierwszy drewniany kościółek. Jego organizatorem i zarazem budowniczym był ksiądz Józef Kozakowski. 9 marca 1930 roku świątynia spłonęła, niedługo później zapoczątkowano budowę murowanego kościoła pod wezwaniem N.M.P. Królowej Polski. Postawiony został z ofiar parafian staraniem proboszcza Władysława Borka i St. Ludwikowskiego.

Niewiele jest dziś wiejskich kościołów, do których sztuka sakralna, w pełnym tego słowa znaczeniu, zawitała i zachowała się do naszych czasów. Ten kościół jest bezcenny ze względu na mieszczące się wewnątrz obrazy i freski, bo są one wykonane przez jednego z czołowych malarzy Młodej Polski, ucznia samego Jana Matejki, Józefa Mehoffera. Zasłynął on m.in. jako autor witraży w kolegiacie we Fryburgu w Szwajcarii. Polichromie ścienne tego artysty zdobią między innymi skarbiec katedry wawelskiej, katedry w Płocku i katedry ormiańskiej we Lwowie. Obok tych prac polichromie z Lubienia są praktycznie nieznane.

Z prośbą o wykonanie polichromii kościoła zwrócił się do  Mehoffera z początkiem lutego 1942 proboszcz parafii w Lubieniu ks. Andrzej Knaś. Jak się wydaje, artysta bez dłuższego wahania podjął się jej realizacji. Jego korespondencja z proboszczem z Lubienia jest wymownym świadectwem niezwykłych wojennych okoliczności, w których powstawało dzieło. W liście pisanym wkrótce po wizycie ks. Knasia Mehoffer informuje go, że „dziwnym wypadkiem” w krakowskiej „Państwowej Szkole Przemysłu Artystycznego znalazł się do odkupienia zapas farb i pędzli” i przekazuje mu równocześnie kilka istotnych wskazówek technicznych dotyczących prac wykonawczych, troszcząc się o każdy detal: „oprócz tego potrzebny będzie jeszcze zapas terpentyny (około 100 litrów). (…) Wymaga ona większej ilości oleju lnianego, bo ściany muszą być pokostem przeciągnięte. Sądzę, że potrzeba przygotować ok. 400 litrów oleju. Potrzebny będzie żelazny kocioł do gotowania pokostu, gdyby na miejscu był duży żelazny kocioł (na powidła), to można by go użyć (…).” Z korespondencji dowiadujemy się też, że transportem podzielonych na kilka części materiałów malarskich między Krakowem i Lubieniem zajmowała się mieszkanka Lubienia, mająca „rutynę w przewożeniu różnych materiałów, wyposażona w zaświadczenie ze Szkoły Przemysłu Artystycznego (…) dla uniknięcia w pociągu ewentualnych rewizji”.

Dzięki listom artysty i księży z Lubienia, możemy ustalić, że w lipcu i sierpniu w tamtejszym kościele podejmowane były liczne prace przygotowawcze, samo zaś malowanie wnętrza świątyni na dobre ruszyło we wrześniu. Jeszcze zanim przystąpiono do realizacji polichromii, główny inicjator całego przedsięwzięcia, ks. Andrzej Knaś został aresztowany przez Niemców – zginął w obozie zagłady w Oświęcimiu. Opiekę nad parafią przejął po nim ks. Ewaryst Gałązka, który z zaangażowaniem podjął dzieło ozdobienia świątyni. Właściwe prace nad polichromią trwały niespełna trzy miesiące.

Główną ideą polichromii świątyni w Lubieniu jest gloryfikacja Matki Bożej, której wezwanie nosi kościół. W prezbiterium widnieją jej dwa monumentalnych rozmiarów symbole, wyobrażenia wezwań z Litanii Loretańskiej – Wieży Dawidowej i Wieży z kości słoniowej. Mają one formę warownych zamków, otoczonych ogrodami z alejami cyprysów  – na ich basztach zaś i balkonach zasiadają anioły. Jeden z nich, z harfą w dłoni, stoi u wrót Wieży Dawidowej. Anioły unoszą się też ponad warownymi wieżami i na sklepieniu prezbiterium. Są jakby wycięte z papieru, przypominają Bożonarodzeniowe ozdoby.  Dopełnieniem tej partii polichromii jest malowidło w nawie przedstawiające Żłóbek – polską szopkę. Do misteriów Wielkanocnych odwołują się z kolei dwie kompozycje w tęczy  – Biczowanie i Zmartwychwstanie. W nawie natomiast pojawia się pełne naiwnego uroku wyobrażenie Czterech Ewangelistów. Silnie stylizowane, na poły abstrakcyjne malowidła na sklepieniu przypominają jakby szeregi skrzydeł anielskich, być może towarzyszących Bożemu majestatowi serafinów i cherubinów z wizji proroka Izajasza i Ezechiela. Z klimatem dzieła Mehoffera korespondują kościelne ołtarze, których projekt wykonał architekt Stanisław Pospieszalski.

Polichromia w kościele w Lubieniu jest zatem niewątpliwie swoistym katechizmem, prostym w przekazie wykładem prawd wiary. Józef Mehoffer nadał jej, co nie zawsze bywa rozumiane, rys zamierzonej naiwności. Na bazie religijnej symboliki wykreował świat o zgoła bajkowej scenerii, odwołującej się do wyobraźni dziecka, szukając w nim zapewne ucieczki od mrocznej rzeczywistości.

Szczególną uwagę zwracają anioły, których w sumie doliczono się 134. Ludzie podejrzewają, że ich liczba jest równa ilości mieszkańców w owych czasach. Możliwe, że artystą kierowała myśl, by każdy miał swego anioła stróża. Ich włosy są rozwichrzone, mają zwiewne szaty koloru kremowego, przepasane złotymi szarfami w gwiazdy, duże, piękne skrzydła i ręce złożone do modlitwy. Mehoffer namalował także obraz św. Huberta, który również znajduje się w kościele.

W listopadzie 1942, gdy były one już niemal zakończone, Józef Mehoffer napisał w Księdze Parafii w Lubieniu:
„Czuję się szczęśliwym, że mogłem raz jeszcze w życiu ozdobić wiejski kościół. Oby jak najwięcej dzieł sztuki rozsiało się po szerokich połaciach naszej ojczyzny, aby mnożyły się i kiełkowały jak nasiona, które dobroczynny wiatr niesie na los wypadku. Wysoka kultura kraju sprawi, że potomkowie nasi czuć będą, że zamieszkują kraj nie stojący w tyle poza innymi, i że sami nie są pośledniejszego gatunku od innych, bogatszych szczęśliwszych narodów".

Cztery lata później Mehoffer zmarł. 

 

 

Anioł stojący w bramie Wieży Dawidowej

 

Anioły na sklepieniu nad prezbiterium.

 

                       

Wieża Dawidowa                                                                           Wieża  Kości Słoniowej

 

Droga Krzyżowa

 

Alegoryczne wyobrażenie czterech ewangelistów

 


W tekście wykorzystano fragmenty artykułów:
Beata Studziżba-Kubalska   "Ostatnia polichromia Józefa Mehoffera"  
"Kościół w Lubieniu"