Tragedia w restauracji Europa

 

                     Piotrków ( od naszego koresp.)

Skwer przed restauracją "Europa"

Niedziela. Ulice skąpane w słońcu roją się od tłumu spacerowiczów. Cichy gród trybunalski rozbrzmiewa pogwarem turystów, którzy zatrzymali się tu w drodze z Warszawy do Wiednia. Jedna z licznych wycieczek na uroczystości z okazji 250-lecia odsieczy Wiednia, droga na Kraków zmierza do Wiednia. Tutaj pierwszy postój.

W wytwornej restauracji „Europa” również rojno i gwarno. Wszystkie stoliki zajęte, miejsca nie znajdziesz nawet na lekarstwo. Nagle około godziny 12-tej w południe przez frontowe drzwi wchodzi do lokalu para młodych ludzi. On liczy najwyżej lat 18, ona nieco starsza. wygląda na jakieś lat dwadzieścia. Młodzieniec w uczniowskiej czapce zwraca się do kelnera z prośbą o miejsce. Chciałby z narzeczoną spożyć obiad. Ale miejsc, niestety, niema...

Po krótkich perypetiach znajduje się wreszcie stolik w jednym z gabinetów. Młodzieniec zamawia obiad. Rzuca okiem na kartę obiadową i prosi o zupę pomidorową. Wesołe twarze obojga i czułe spojrzenia świadczą o tem, że to para zakochanych. W gabinecie rozlega się wciąż beztroski śmiech...

Po zupie i pieczystem na stole pojawiają się ciastka i wreszcie herbata. Kiedy kelner z pustą już tacą opuszczał gabinet, z wnętrza dobiegać poczęły tony jakiejś smętnej melodii. — Młodzieniec grał na pianinie. Jakoś dziwnie kłóciła się ta rzewna muzyka z beztroskim nastrojem młodych ludzi. I nikt zapewne nie zwróciłby na ten dziwny dysonans uwagi, gdyby nagle nie otwarty się drzwi, z poza których dobiegł straszny. przejmujący krzyk:

— Mamusiu, ratuj!...

Służba i goście rzucili się natychmiast do gabinetu Tutaj oczom ich przedstawił się straszliwy widok. Na podłodze leżała bowiem młoda dziewczyna, a obok niej chłopiec, ten sam, który przed chwilą tak smętnie i rzewnie grał. Na wieszaku wisiała jego uczniowska czapka.

Wejście do  restauracji "Europa"

Jak się okazało, 18-letni Paweł Kawecki strzelił do swej narzeczonej 21-letniej Pelagii Cynglerówny, poczem morderczą broń skierował w kierunku własnej skroni. Strzały były celne. Młodziutki samobójca zdradzał już tylko słabe oznaki życia. Dziewczyna natomiast zachowała przytomność. Trafiona w kręgosłup skarżyła się na ból w nogach. Zbielałe wargi wyszeptały prośbę:

— Zabierzcie mnie stąd. Ratujcie!...

Zaalarmowano natychmiast lekarza. Po doraźnych opatrunkach oboje zabrano do szpitala, gdzie Kawecki tegoż jeszcze dnia, nie odzyskawszy przytomności, zmarł. Stan Cynglerówny był również ciężki, mimo to, do ostatniej chwili zachowała ona przytomność.

Kiedy przywieziono ją do szpitala, pierwsze pytanie, jakie rzuciła sanitariuszom dotyczyło ukochanego Pawełka:

— Co się z nim stało? Czy żyje, czy będzie żył?

Nie wiedziała biedaczka, że w tej właśnie chwili jej ukochany Pawełek wydal już ostatnie tchnienie.

Tragedia tych dwojga dzieci wywołała w Piotrkowie zrozumiałe wrażenie. Przyjechali tu z obcego miasta, nikt ich nie znał a jednak w niejednym oku zabłysła łza...

Młodziutki uczeń, syn zamożnych rodziców zakochał się w pięknej, niestety, biednej robotnicy. Zakochał się bez pamięci. Przesiadywał w jej domu całemi dniami, zaniedbywał się w nauce i o bożym świecie zapominał. Rodzice krzywo patrzyli na tę miłość syna. Uważali, że jest jeszcze zbył miody, aby wiązać, swe życie z ubogą dziewczyną. Tłumaczyli chłopcu, ze powinien dalej się kształcić i zdobyć wpierw silną pozycję w życiu. Nie żądali zerwania, ale w sposób kategoryczny przywoływali go do porządku...

Zdarzyło się, te ojciec chłopaka złożył któregoś dnia wizytę w domu jego ukochanej. Raz jeszcze prosił i tłumaczył. Skutek  był jednak tragiczny. Nie zdołali go przewidzieć również nieszczęśni rodzice. Po tej bowiem wizycie młodzi ludzie opuścili nagle Tomaszów i wyjechali w nieznanym kierunku. W domu  na stole pozostała tylko złowieszcza kartka: „Wyjeżdżamy i więcej nie wrócimy”.

Okazało się, że oboje wyjechali do Warszawy i dopiero po kilku dniach przybyli do Piotrkowa. Tutaj, w restauracji „Europa” rozegrał się krwawy finał nieszczęśliwej miłości. Kawecki zostawił przy sobie obszerny list do rodziców. List został przez policję zapieczętowany tak, że treść jego jest jeszcze w tej chwili tajemnicą dochodzeń urzędowych.

Szpital Św. Trójcy

Cynglerówna zmarła dopiero drugiego dnia po strzałach. Przed śmiercią rozmawiała ze wszystkimi, którzy znaleźli się przy jej łożu. Mówiła o tem, że bez swojego Pawła żyć nie chciała, że kochała go ponad swoje i jego życie.

Kiedy następnego dnia po tragedii znalazłem się w Piotrkowie. odwiedziłem restaurację „Europa”. Dziwnym zbiegiem okoliczności natknąłem się akurat na tego samego kelnera, który usługiwał nieszczęśliwym kochankom.

— Ktoby przypuszczał — zwierza się drżącym ze wzruszenia głosem – że oni za chwilę odbiorą sobie życie… Byli tacy pogodni i weseli, on grał a ona słuchała i patrzyła w niego jak w słońce. Uwijałem się po Sali, bo huk było gości i nagle straszny krzyk… Strzałów wcale nie było słychać i gdyby Cynglerówna nie dopadła drzwi z krzykiem o ratunek, niktby w pierwszej chwili nie wiedział o tem, że w pobliskim gabinecie rozegrała się tragedia.

Jako specjalny wysłannik „Tajnego Detektywa”, odwiedziłem również szpital. Na samym wstępie portier informuje mnie, że Cynglerówna właśnie dzisiaj zmarła.

— Ot, leży tu w kostnicy…

Portier wskazuje ręką na parterowy budynek. Staję w drzwiach. W tej chwili jeden z posługaczy wchodzi do wnętrza. Na ręku niesie jakiś długi przedmiot. Owinięty w białe płótno… Za nim postępuje starsza już kobiecina i zanosi się płaczem.

To jej syn 10-letni, jeszcze ciepły… Przyniesiono go wprost z sali operacyjnej. Ułożono go na miejscu, gdzie jeszcze przed kilkunastu godzinami leżał nieszczęsny Pawełek Kawecki. Obok spoczywała snem wiecznym jego narzeczona…

W.


„Tajny Detektyw” nr 38, 17.09.1933r.